piątek, 18 maja 2012

Rozdział drugi


Wspomnienia...byliśmy nimi zajęci przez dobre trzy godziny.
- Muszę już lecieć. Jestem wyczerpana.
- Może Cię podwiozę? - zaproponował z tym swoim kochanym uśmiechem na twarzy, a ja nie protestowałam.
- Jeżeli nie będzie to dla ciebie kłopot.
- No co ty! Mieszkacie, tam gdzie wcześniej, prawda? - skinęłam głową w odpowiedzi, a Piotrek złapał mnie za rękę i skierował się na zewnątrz.
Szliśmy w stronę parkingu znajdującego się jakieś 300m od nas. Moze to dziwne, że nie martwiłam się o moją najlepszą przyjaciółkę, ale ona jest jak kot, zawsze spada na cztery łapy, a poza tym, znając ją, znowu naciagnie jakiegoś biedaka, mówiąc, że prześpią sie u niej, bo ma pusta chatę, a kiedy on już zaparkuje pod domem, ona stwierdzi, że chyba jednak ktoś u niej jest, bo w oknie świeci się światło i voila, Karo jest w domu.
Droga, którą normalnie pokonałabym w maksymalnie dwie minuty, stała się nagle, jakby dłuższa. W życiu nie szłam tak powoli, ale czułam się tak wspaniale, że nic mi nie przeszkadzało. Gdyby nie zmęczenie, mogłabym iść tak z Piotrkiem jeszcze całą noc...
- Jak długo tu zostajesz? - spytałam, niepewna, czy chcę usłyszeć odpowiedź.
- Na zawsze.
- Jak to, na zawsze. Przeprowadzasz sie tu?
- Yhy.. Pamiętasz, że zbirałem znaczki, no nie?
- No i, co to ma do rzeczy?
- Jeden z nich okazał się sporo warty. Kupiłem za niego mieszkanie. - pomyślałam, że to żart, ale nie drażyłam więcej tego tematu. Biorąc pod uwagę, że Piotr nie wyjeżdża, mieliśmy jeszcze mnóstwo czasu.
   Dochodziliśmy już do parkingu. Piotrek poprowadził mnie w stronę czarnego ferrari california. Pomyślałam, że zaraz je wyminiemy i wsiadziemy do golfa, czy czegoś tego typu, no bo przecież, nawet jeśli była to prawda, to pieniędzy ze sprzedaży znaczków, nie starczyłoby na taki samochód.Ku mojemu zaskoczeniu, chłopak sięgnął do kieszeni i wyciagnął kluczyk z brelokiem ferrari. Usłyszałam dźwięk sygnalizujący wyłączenie alarmu. Kiedy podeszlismy bliżej, Piotr otworzył mi drzwi od strony pasażera. Fotele samochodu obite były wiśniową skórą, a kiedy wsiadłam, poczułam delikatny zapach drzewa pomarańczowego. Piotrek zamknął za mną drzwi i przeszedł na stronę kierowcy. Wsiadł i spojrzał na mnie, jakby czekając na jakis znak z mojej strony...zamyślił się.
- Bałem się... Bałem się, że nie będziesz mnie w ogóle pamiętała...że uznasz mnie za małego debila, który kiedyś sie za tobą uganiał. Ale z drugiej strony, to chyba chciałem, żebyś zapomniała, jaki kiedyś byłem...jak wyglądałem i... co nas łączyło. - zaskoczyło mnie to wyznanie. Nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć. Pocałowałam go tylko w policzek i zaczekałam, aż odpali silnik.
   Piotrek nie jechał szybko. Wielu bedąc na jego miejscu, mając taki samochów, złamałoby do tej pory wszystkie przepisy, ale on trzymał się dokładnie zasad ruchu. Całą drogę milczeliśmy. Raz tylko zerknęłam na mojego kierowcę-był skupiony, ale nie na drodze. Myślami odpływał gdzieś indziej...ile bym dała, żeby wiedzieć, co o mnie sądzi.
   Kiedy wracaliśmy, uświadomiłam sobie, że to, co się dzisiaj stało...to nasze spotkanie, to pierwsze i to w kuchni...jakie to wszystko było dziwne. Nigdy nie kochałam się w Piotrku. On we mnie, owszem i wszyscy o tym wiedzieli, ale dla mnie był zawsze tylko przyjacielem, towarzyszem zabaw. A dzisiaj...nie rozumiałam tego. Kiedy zobaczyłam go wśród znajomych, spodobał mi się, zobaczyłam w nim swojego wymarzonego chłopaka. Później, kiedy znajomi rozeszli się, poczułam sie obco, na początku nie zwróciłam na to uwagi, ale kiedy zaproponował drugie spotkanie, trochę się wystraszyłam. Kiedy znalazłam sie w kuchni, chciałam jak najszybciej stamtąd uciec, ale kiedy Piotrek rzucił tekst z naszego, dawniej ulubionego serialu, wszystko się zmieniło. Najdziwniejsze było to, że kiedy spojrzeliśmy na siebie, w ciągu tych dwuch, czy trzech sekund, kiedy trzymał mnie w ramionach, zrodziło się we mnie uczucie, zapragnęłam go pocałować. On tylko przypomniał sobie, co do mnie czuł. A teraz? Do parkingu szliśmy jak para, będąca w zwiazku od kilku, miesięcy, lat...
   Pogrążona w rozmyślaniach nie zauważyłam nawet, kiedy Piotr zatrzymał sie pod moim domem. Teraz patrzył na mnie, jakby chciał sfotografować i zapisać w pamięci moją twarz. Nagle odwrócił wzrok i spojrzał przed siebie. Nie wiedząc, za bardzo, co zrobić wysiadłam z samochodu i ruszyłam w stronę furtki. - Eliza, zaczekaj! - usłyszałam za sobą.
- Tak?
- Czy moglibyśmy się jutro spotkać? - jak ja czekałam na to pytanie. Usiłujac zachować spokój, wzięłam głęboki oddech, wcisnęłam wyimaginowany guzik "uśmiech start" i odpowiedziąłam:
- Jasne, gdzie? O której?
- Jest jeszcze ta cukiernia, do której chodziliśmy kiedyś z twoją babcią? Zaraz...jak ona się nazywała?
- Costa Coffee.
- O właśnie! Może tam.
- Świetny wybór, uwielbiam to miejsce.
- No, to jesteśmy umówieni? Przyjadę po Ciebie koło piątej, może być?
- Yhy...w takim razie do zobaczenia. - podeszłam do niego i pocałowałam w policzek, po czym zwróciłam się w stronę domu, ale Piotrek przytrzymał moją rękę. Przekręcił ją tak, aby lepiej widzieć wnętrze mojej dłoni i kciukiem nakreślił na niej serce, po czym podszedł bliżej i pocałował mnie. Krótki buziaczek powoli przemieniał się w głęboki pocałunek.

No to drugi rozdział za mną ;D Chyba trochę za szybko go dodałam, ale chcę jak najszybciej przebrnąć, przez ten nudny wstęp i przejść do naprawdę dynamicznej akcji :))

1 komentarz: