Wspomnienia...byliśmy nimi zajęci
przez dobre trzy godziny.
- Muszę już lecieć. Jestem
wyczerpana.
- Może Cię podwiozę? -
zaproponował z tym swoim kochanym uśmiechem na twarzy, a ja nie
protestowałam.
- Jeżeli nie będzie to dla ciebie
kłopot.
- No co ty! Mieszkacie, tam gdzie
wcześniej, prawda? - skinęłam głową w odpowiedzi, a Piotrek
złapał mnie za rękę i skierował się na zewnątrz.
Szliśmy w stronę parkingu
znajdującego się jakieś 300m od nas. Moze to dziwne, że nie
martwiłam się o moją najlepszą przyjaciółkę, ale ona jest jak
kot, zawsze spada na cztery łapy, a poza tym, znając ją, znowu
naciagnie jakiegoś biedaka, mówiąc, że prześpią sie u niej, bo
ma pusta chatę, a kiedy on już zaparkuje pod domem, ona stwierdzi,
że chyba jednak ktoś u niej jest, bo w oknie świeci się światło
i voila, Karo jest w domu.
Droga, którą normalnie pokonałabym
w maksymalnie dwie minuty, stała się nagle, jakby dłuższa. W
życiu nie szłam tak powoli, ale czułam się tak wspaniale, że nic
mi nie przeszkadzało. Gdyby nie zmęczenie, mogłabym iść tak z
Piotrkiem jeszcze całą noc...
- Jak długo tu zostajesz? -
spytałam, niepewna, czy chcę usłyszeć odpowiedź.
- Na zawsze.
- Jak to, na zawsze. Przeprowadzasz
sie tu?
- Yhy.. Pamiętasz, że zbirałem
znaczki, no nie?
- No i, co to ma do rzeczy?
- Jeden z nich okazał się sporo
warty. Kupiłem za niego mieszkanie. - pomyślałam, że to żart, ale nie drażyłam więcej tego tematu. Biorąc pod uwagę, że Piotr nie wyjeżdża, mieliśmy jeszcze mnóstwo czasu.
Dochodziliśmy już do parkingu.
Piotrek poprowadził mnie w stronę czarnego ferrari california.
Pomyślałam, że zaraz je wyminiemy i wsiadziemy do golfa, czy
czegoś tego typu, no bo przecież, nawet jeśli była to prawda, to pieniędzy ze sprzedaży znaczków, nie starczyłoby na taki samochód.Ku mojemu zaskoczeniu, chłopak sięgnął do
kieszeni i wyciagnął kluczyk z brelokiem ferrari. Usłyszałam
dźwięk sygnalizujący wyłączenie alarmu. Kiedy podeszlismy
bliżej, Piotr otworzył mi drzwi od strony pasażera. Fotele
samochodu obite były wiśniową skórą, a kiedy wsiadłam, poczułam
delikatny zapach drzewa pomarańczowego. Piotrek zamknął za mną
drzwi i przeszedł na stronę kierowcy. Wsiadł i spojrzał na mnie,
jakby czekając na jakis znak z mojej strony...zamyślił się.
- Bałem się... Bałem się, że
nie będziesz mnie w ogóle pamiętała...że uznasz mnie za małego
debila, który kiedyś sie za tobą uganiał. Ale z drugiej strony,
to chyba chciałem, żebyś zapomniała, jaki kiedyś byłem...jak
wyglądałem i... co nas łączyło. - zaskoczyło mnie to wyznanie.
Nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć. Pocałowałam go tylko w
policzek i zaczekałam, aż odpali silnik.
Piotrek nie jechał szybko. Wielu bedąc
na jego miejscu, mając taki samochów, złamałoby do tej pory
wszystkie przepisy, ale on trzymał się dokładnie zasad ruchu. Całą
drogę milczeliśmy. Raz tylko zerknęłam na mojego kierowcę-był
skupiony, ale nie na drodze. Myślami odpływał gdzieś
indziej...ile bym dała, żeby wiedzieć, co o mnie sądzi.
Kiedy wracaliśmy, uświadomiłam
sobie, że to, co się dzisiaj stało...to nasze spotkanie, to
pierwsze i to w kuchni...jakie to wszystko było dziwne. Nigdy nie
kochałam się w Piotrku. On we mnie, owszem i wszyscy o tym
wiedzieli, ale dla mnie był zawsze tylko przyjacielem, towarzyszem
zabaw. A dzisiaj...nie rozumiałam tego. Kiedy zobaczyłam go wśród
znajomych, spodobał mi się, zobaczyłam w nim swojego wymarzonego
chłopaka. Później, kiedy znajomi rozeszli się, poczułam sie
obco, na początku nie zwróciłam na to uwagi, ale kiedy
zaproponował drugie spotkanie, trochę się wystraszyłam. Kiedy
znalazłam sie w kuchni, chciałam jak najszybciej stamtąd uciec,
ale kiedy Piotrek rzucił tekst z naszego, dawniej ulubionego
serialu, wszystko się zmieniło. Najdziwniejsze było to, że kiedy
spojrzeliśmy na siebie, w ciągu tych dwuch, czy trzech sekund,
kiedy trzymał mnie w ramionach, zrodziło się we mnie uczucie,
zapragnęłam go pocałować. On tylko przypomniał sobie, co do mnie
czuł. A teraz? Do parkingu szliśmy jak para, będąca w zwiazku od
kilku, miesięcy, lat...
Pogrążona w rozmyślaniach nie
zauważyłam nawet, kiedy Piotr zatrzymał sie pod moim domem. Teraz
patrzył na mnie, jakby chciał sfotografować i zapisać w pamięci
moją twarz. Nagle odwrócił wzrok i spojrzał przed siebie. Nie
wiedząc, za bardzo, co zrobić wysiadłam z samochodu i ruszyłam w
stronę furtki. - Eliza, zaczekaj! - usłyszałam za
sobą.
- Tak?
- Czy moglibyśmy się jutro
spotkać? - jak ja czekałam na to pytanie. Usiłujac zachować
spokój, wzięłam głęboki oddech, wcisnęłam wyimaginowany guzik
"uśmiech start" i odpowiedziąłam:
- Jasne, gdzie? O której?
- Jest jeszcze ta cukiernia, do
której chodziliśmy kiedyś z twoją babcią? Zaraz...jak ona się
nazywała?
- Costa Coffee.
- O właśnie! Może tam.
- Świetny wybór, uwielbiam to
miejsce.
- No, to jesteśmy umówieni?
Przyjadę po Ciebie koło piątej, może być?
- Yhy...w takim razie do zobaczenia.
- podeszłam do niego i pocałowałam w policzek, po czym zwróciłam
się w stronę domu, ale Piotrek przytrzymał moją rękę.
Przekręcił ją tak, aby lepiej widzieć wnętrze mojej dłoni i
kciukiem nakreślił na niej serce, po czym podszedł bliżej i
pocałował mnie. Krótki buziaczek powoli przemieniał się w
głęboki pocałunek.
No to drugi rozdział za mną ;D Chyba trochę za szybko go dodałam, ale chcę jak najszybciej przebrnąć, przez ten nudny wstęp i przejść do naprawdę dynamicznej akcji :))
Fajne :) do tego dodane w moje urodziny ^^
OdpowiedzUsuń