Wiedziona zapachem waniliowych
naleśników mojej babci, po kilku minutach mozolnych prób w końcu
wstałam z łóżka i poszłam do kuchni. Babcia jak zwykle
przygotowała śniadanie jak dla pułku żołnierzy.
- Babciu, kto to wszystko zje?
- Oj nie marudź, nie marudź...wiem
jaki masz apetyt po każdej zabawie.
Siadłam do stołu i zabrałam się za
nakładanie pachnących smakołyków, a babcia w tym czasie
dostawiała dżemy, dzbanki z mlekiem i sokiem grejfrutowym.
- Opowiedz mi jak było?
- Jak było? Hm...no tak normalnie,
jak na dyskotece – alkohol, papierosy, narkotyki (choć tym razem
nikogo naćpanego nie widziałam, ale prawda, byłam zbyt zajęta
Piotrem), chciałam dokończyć, ale powstrzymałam się w obawie
przed moją w brew pozorom bardzo surową babcią. A tematu Piotrka
nie chciałam na razie poruszać.
- Aha. Spotkałaś jakichś fajnych
chłopców? - nie byłam pewna, co odpowiedzieć na to pytanie, więc
przyjęłam wersję: "nikogo nowego nie spotkałam", tak
na wszelki wypadek.
- Nie. - odpowiedziałam krótko i
przecząco pokręciłam głową.
- Dlaczego nie chcesz mi nic
opowiedzieć? Zachowujesz się jakbyś miała coś do ukrycia. - bo
mam, pomyślałam - Niech zgadnę wcale nie poszłaś do szkoły...
- no nie! Skąd ona o tym wie? -...Pewnie spotkałaś się sam na
sam z tym...jak mu tam? Radkiem? - Ufff...
- Arkiem, babciu.
- Czyli jednak?
- Nie...
- Tylko mi się nie tłumacz! Choć
może trudno w to uwierzyć, ale ja też kiedyś byłam nastolatką.
- babcia powiedziała to z, jakby to określiła Karo, cwaniackim
uśmiechem wywołując we mnie okropny napad śmiechu, w wyniku
czego cały stół pokryły okruszki naleśników, które znienacka
wydostały się z moich ust.
- Arek to tylko kolega. - w dodatku
z klasy.
- A od kiedy koledzy wydzwaniają do
koleżanek przez dwie godziny, za każdym razem krzycząc do
słuchawki "Kocham cię Izi", a potem się rozłączają?
What the fuck???- pomyślałam- co za
palant! Pewnie znowu się założyli. Ja im dam! Pożałują!
- ...więc nie musisz mi nic
tłumaczyć. Doskonale Cię rozumiem.
Tak naprawdę to babcia nic nie
rozumiała. Wiedziała tylko, że mam na imię Eliza i mam 16 lat. W
sumie to wszystko.Dla niej miałam całkim odrębny i diametralnie
różniący się od prawdziwego, świat pełen dobrych ludzi, marzeń,
tęczy i miłości. Nigdy jej się nie zwierzałam ze szkolnych, czy
towarzyskich problemów. Miałam tylko ją i Karo. Karo zauważyła,
że ktoś, kto się dobrze uczy, wcale nie musi być kujonem, a jego
życie nie ogranicza sie do ksiażek i szkoły.
- Dzwoniła też Karolinka. Była
bardzo przejęta i prosiła, żebyś zaraz do niej oddzwoniła, ale
nie miałam serca cię budzić.
Karo? O tej porze? To nie było
normalne, zwłaszcza, że moja najlepsza przyjaciółka imprezy tego
typu odsypia zazwyczaj do drugiej-trzeciej godziny po południu, a
była dopiero dziewiąta. Zmartwiona wstałam szybko od stołu,
zabrałam talerz z naleśnikiem, kubek soku, komórkę i pobiegłam
do siebie.
Czas dłużył sie niemiłosierenie.
Dzwoniłam już piąty raz, ale nikt nie odbierał. Ogarnęły mnie
przerazajace mysli. Karo nigdy, nigdzie nie ruszała się bez
telefonu. Musiało się coś stać. Wybrałam jej numer jeszcze raz w
nadziei, że tym razem jednak odbierze. Jeden, drugi, sygnał...i
nagle...O, ktoś odebrał.
- Karo? Hej, co u ciebie? Dlaczego
nie odbierasz? Karo...
Nikt się nie odezwał. Ze słuchawki
dobiegały tylko dziwne szumy i odgłosy przypominające ciężki
oddech naszego profesora od historii.
Byłam już nieźle przerażona i
zaniepokojona brakiem kontaktu z Karo, kiedy usłyszałam w słuchawce
ciche głosy. Jakby rozmowa dwóch dresiarzy, takich co tylko myślą
jakby tu coś do zapalenia dorwać, ale żaden głos nie przypominał
w ogóle głosu mojej najlepszej przyjaciółki. W tle słyszałam
dobrze znaną mi melodię jakiejś ballady, ale nie znałam jej
tytułu.W każym razie bardzo nietypowe połączenie. Wywołało ono
we mnie dziwne uczucie, takiej jakby...hm...pustki? Chociaż może
nie do końca i nie wiem dlaczego pustki. Po prostu tak się
poczułam, nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego. W każdym razie nie
było to miłe. Z każdą chwilą stawało się coraz okropniejsze.
Na plecach poczułam zimny dreszcz, który z ogromną szybkością
rozszerzył sie na kark i ramiona, praktycznie mnie unieruchamiając.
Piosenka zdawała się coś do mnie mówić. Starałam przypomnieć
sobie z czym sie zawsze kojarzyła, co mówiła o niej Karo i o czym
opowiada jej tekst, ale na próżno. Wszystkie moje wspomnienia,
myśli...wszystko nagle ulotniło się. Tłumaczyłam sobie w duchu,
że to na pewno wina jej przestarzałego telefonu, którym
zastępowała, komórkę oddaną do naprawy.
Kiedy już zaczynalam się
uspokajać, melodia dochodząca ze słuchawki ucichła, tak jak i
rozmowa, a w jej miejsce pojawiły się szumy takie jak na początku.
Próbowałam usłyszeć coś w plątaninie dźwięków, kiedy w
słuchawce rozległ się przeraźliwy krzyk: Niiiiieeeee!!!
- Jezu! Co to było? - zapytałam
sama siebie.
Ucichło...jednak nie na długo. Po
chwili spokój rozdarł kolejny krzyk, kolejny głos, ale ten o wiele
bardziej znajomy...głos Karo.
- Nie możesz! Zostaw mnie!
- Nie mogę? To się jeszcze
okaże...
- Izi...rat...
- Izi...rat...
Usłyszałam fragment rozmowy. Moje
imię podziałało na mnie, jak budzik. Natychmiast zareagowałam:
- Karo! To ty? Gdzie jesteś? Karo!
Karo!
Odpowiedziała mi cisza, która po
chwili zamieniła się w sygnał oznaczający koniec połaczenia. Nie
czekając, ani chwili rzuciłam się do wyjscia, chcąc jak
najszybciej dotrzeć do domu mojej przyjaciółki i sprawdzić, co
sie stało. Dotarłam już do furtki nim uświadomiłam sobie, że
mam potargane włosy, rozmazany makijaż i do tego mam na sobie
piżamę. Cholernie martwiłam się o Karo, ale w takim stanie nie
mogłam wejść do autobusu, jakim planowałam dostać się do
przyjaciółki. O tej porze, co prawda autobusy były puste, ale
wolałam nie ryzykować. Wbiegłam do domu mijając po drodze
zdziwioną babcię i od razu skierowałam się w stronę łazienki.
Szybki prysznic, kredka do oczu i tusz do rzęs, nieco poprawiły mój
wygląd, ale pozostały jeszcze włosy. Po 15 min. byłam gotowa.
Miałam ogromne szczęście, bo
akurat kiedy dobiegałam do przystanku, zza rogu ulicy wyłonił się
żółty przód autobusu MPK z numerkiem 134, co oznaczało, że
jedzie w kierunku domu Karo. Weszłam do autobusu i rozejrzałam się
w poszukiwaniu wolnego miejsca siedzącego. Znalezienie takowego nie
okazało sie trudne. Zajęłam fotel znajdujący się najbliżej
tylnego wyjścia. Jechaliśmy już jakieś 10 min, a była to
dopiero połowa drogi. Wydawało mi się, ze minęła godzina, zanim
w głośniku usłyszałam: "Następny przystanek: ul.Świerkowa".
Na reszcie, pomyślałam. Już mieliśmy odjeżdżać z przystanku,
kiedy do autobusu weszło trzech facetów, ubranych na ciemno, z
żółtymi odblaskowymi kamizelkami i plakietkami "kontrola
biletów". Nie, no super! Z tego wszystkiego nie kupiłam
biletu.
- Dzień dobry. Kontrola biletów.
- Nnn....nie mam.
- W takim razie poproszę jakiś
dowód tożsamości. Będzie mandacik. - kontroler był wyjątkowo
miły. Zrezygnowana poszperałam w portfelu i wyciągnęłam
legitymację szkolną.
Później moje myśli opanowały złe
przeczucia. Bałam się cholernie o Karo. Nie wiele brakowało, a
musiałabym wracać ponad kilometr, bo zapomniałam, że to już mój
przystanek, ale w ostatniej chwili zdążyłam wyskoczyć z pojazdu.
Biegłam do mieszkania mojej przyjaciółki wąską uliczką. Po
przebyciu jakichś stu metrów skręciłam w prawo, w blokowy
prześwit i wbiegłam na podwórko. Zmęczona podeszłam do klatki
numer 4 i wystukałam na domofonie numer mieszkania Karo.
- Dzień dobry, tu Eliza. Czy jest
Karo?
- Karo? Tutaj? Przecież ona miała
u ciebie nocować.
Że...CO?- pomyślałam.
- Wejdź. - posłuchałam mamy Karo.
Weszłam na pierwsze piętro, skąd pojechałam windą na piąte.
Zapukałam do drzwi mieszkania przyjaciółki.Otworzyła mi pani
Małgosia...
- Chodź, chodź. To Karo nie
wróciła z tobą z tej zabawy.
- Yyyy....-nie wiedziałam, co
odpowiedzieć. Jak to rozegrać, żeby mama Karo nie połapała sie,
co robiłyśmy. - To znaczy podwiozła mnie, a później rozeszłyśmy
się ze znajomymi. – taka wersję uznałam za najbezpieczniejszą.
- I gdzie teraz jest?
- O to samo chciałam panią
zapytać.
- Nie, nie, nie! Nie mów mi, ze
zniknęła. Jak? Przecież...ona...ona...nie mogła! - pani Małgosia
wybuchnęła płaczem. Jest bardzo uczuciowa i zawsze wszystkim
się przejmuje. Nie to, że ja jestem bezduszna, ale mam większy
dystans do wszelkich problemów. Niestety nie objawił się on w
przypadku sprawy Karo.
- Proszę nie płakać. - próbowałam
ją pocieszać, jednak bezskutecznie – na pewno spotkała kogoś znajomego i u niego śpi. Zaczekajmy do południa. Odezwie się. -
wątpiłam w swoje słowa, ale musiałam stwarzać, choćby
niewielkie pozory. Mama Karo zdawała się uspokajać, podczas gdy
we mnie wszystko się kotłowało.
Mieszały się wszystkie moje
myśli. Te głosy, ta piosenka, ten krzyk, ten...brak Karo, mojej
najlepszej przyjaciółki.
códo bede czytć
OdpowiedzUsuńooo, dzięki ;D
Usuńwow co będzie w następnym??? ;-D
OdpowiedzUsuńty mi nie zdradziłaś, więc ja tobie też nic nie powiem! ;D
Usuń