środa, 23 maja 2012

Rozdział trzeci


   Wiedziona zapachem waniliowych naleśników mojej babci, po kilku minutach mozolnych prób w końcu wstałam z łóżka i poszłam do kuchni. Babcia jak zwykle przygotowała śniadanie jak dla pułku żołnierzy.
- Babciu, kto to wszystko zje?
- Oj nie marudź, nie marudź...wiem jaki masz apetyt po każdej zabawie.
Siadłam do stołu i zabrałam się za nakładanie pachnących smakołyków, a babcia w tym czasie dostawiała dżemy, dzbanki z mlekiem i sokiem grejfrutowym.
- Opowiedz mi jak było?
- Jak było? Hm...no tak normalnie, jak na dyskotece – alkohol, papierosy, narkotyki (choć tym razem nikogo naćpanego nie widziałam, ale prawda, byłam zbyt zajęta Piotrem), chciałam dokończyć, ale powstrzymałam się w obawie przed moją w brew pozorom bardzo surową babcią. A tematu Piotrka nie chciałam na razie poruszać.
- Aha. Spotkałaś jakichś fajnych chłopców? - nie byłam pewna, co odpowiedzieć na to pytanie, więc przyjęłam wersję: "nikogo nowego nie spotkałam", tak na wszelki wypadek.
- Nie. - odpowiedziałam krótko i przecząco pokręciłam głową.
- Dlaczego nie chcesz mi nic opowiedzieć? Zachowujesz się jakbyś miała coś do ukrycia. - bo mam, pomyślałam - Niech zgadnę wcale nie poszłaś do szkoły... - no nie! Skąd ona o tym wie? -...Pewnie spotkałaś się sam na sam z tym...jak mu tam? Radkiem? - Ufff...
- Arkiem, babciu.
- Czyli jednak?
- Nie...
- Tylko mi się nie tłumacz! Choć może trudno w to uwierzyć, ale ja też kiedyś byłam nastolatką. - babcia powiedziała to z, jakby to określiła Karo, cwaniackim uśmiechem wywołując we mnie okropny napad śmiechu, w wyniku czego cały stół pokryły okruszki naleśników, które znienacka wydostały się z moich ust.
- Arek to tylko kolega. - w dodatku z klasy.
- A od kiedy koledzy wydzwaniają do koleżanek przez dwie godziny, za każdym razem krzycząc do słuchawki "Kocham cię Izi", a potem się rozłączają?
What the fuck???- pomyślałam- co za palant! Pewnie znowu się założyli. Ja im dam! Pożałują!
- ...więc nie musisz mi nic tłumaczyć. Doskonale Cię rozumiem.
   Tak naprawdę to babcia nic nie rozumiała. Wiedziała tylko, że mam na imię Eliza i mam 16 lat. W sumie to wszystko.Dla niej miałam całkim odrębny i diametralnie różniący się od prawdziwego, świat pełen dobrych ludzi, marzeń, tęczy i miłości. Nigdy jej się nie zwierzałam ze szkolnych, czy towarzyskich problemów. Miałam tylko ją i Karo. Karo zauważyła, że ktoś, kto się dobrze uczy, wcale nie musi być kujonem, a jego życie nie ogranicza sie do ksiażek i szkoły.
- Dzwoniła też Karolinka. Była bardzo przejęta i prosiła, żebyś zaraz do niej oddzwoniła, ale nie miałam serca cię budzić.
   Karo? O tej porze? To nie było normalne, zwłaszcza, że moja najlepsza przyjaciółka imprezy tego typu odsypia zazwyczaj do drugiej-trzeciej godziny po południu, a była dopiero dziewiąta. Zmartwiona wstałam szybko od stołu, zabrałam talerz z naleśnikiem, kubek soku, komórkę i pobiegłam do siebie.
Czas dłużył sie niemiłosierenie. Dzwoniłam już piąty raz, ale nikt nie odbierał. Ogarnęły mnie przerazajace mysli. Karo nigdy, nigdzie nie ruszała się bez telefonu. Musiało się coś stać. Wybrałam jej numer jeszcze raz w nadziei, że tym razem jednak odbierze. Jeden, drugi, sygnał...i nagle...O, ktoś odebrał.
- Karo? Hej, co u ciebie? Dlaczego nie odbierasz? Karo...
   Nikt się nie odezwał. Ze słuchawki dobiegały tylko dziwne szumy i odgłosy przypominające ciężki oddech naszego profesora od historii.
   Byłam już nieźle przerażona i zaniepokojona brakiem kontaktu z Karo, kiedy usłyszałam w słuchawce ciche głosy. Jakby rozmowa dwóch dresiarzy, takich co tylko myślą jakby tu coś do zapalenia dorwać, ale żaden głos nie przypominał w ogóle głosu mojej najlepszej przyjaciółki. W tle słyszałam dobrze znaną mi melodię jakiejś ballady, ale nie znałam jej tytułu.W każym razie bardzo nietypowe połączenie. Wywołało ono we mnie dziwne uczucie, takiej jakby...hm...pustki? Chociaż może nie do końca i nie wiem dlaczego pustki. Po prostu tak się poczułam, nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego. W każdym razie nie było to miłe. Z każdą chwilą stawało się coraz okropniejsze. Na plecach poczułam zimny dreszcz, który z ogromną szybkością rozszerzył sie na kark i ramiona, praktycznie mnie unieruchamiając. Piosenka zdawała się coś do mnie mówić. Starałam przypomnieć sobie z czym sie zawsze kojarzyła, co mówiła o niej Karo i o czym opowiada jej tekst, ale na próżno. Wszystkie moje wspomnienia, myśli...wszystko nagle ulotniło się. Tłumaczyłam sobie w duchu, że to na pewno wina jej przestarzałego telefonu, którym zastępowała, komórkę oddaną do naprawy.
   Kiedy już zaczynalam się uspokajać, melodia dochodząca ze słuchawki ucichła, tak jak i rozmowa, a w jej miejsce pojawiły się szumy takie jak na początku. Próbowałam usłyszeć coś w plątaninie dźwięków, kiedy w słuchawce rozległ się przeraźliwy krzyk: Niiiiieeeee!!!
- Jezu! Co to było? - zapytałam sama siebie.
Ucichło...jednak nie na długo. Po chwili spokój rozdarł kolejny krzyk, kolejny głos, ale ten o wiele bardziej znajomy...głos Karo.
- Nie możesz! Zostaw mnie!
- Nie mogę? To się jeszcze okaże...
- Izi...rat...
   Usłyszałam fragment rozmowy. Moje imię podziałało na mnie, jak budzik. Natychmiast zareagowałam:
- Karo! To ty? Gdzie jesteś? Karo! Karo!
    Odpowiedziała mi cisza, która po chwili zamieniła się w sygnał oznaczający koniec połaczenia. Nie czekając, ani chwili rzuciłam się do wyjscia, chcąc jak najszybciej dotrzeć do domu mojej przyjaciółki i sprawdzić, co sie stało. Dotarłam już do furtki nim uświadomiłam sobie, że mam potargane włosy, rozmazany makijaż i do tego mam na sobie piżamę. Cholernie martwiłam się o Karo, ale w takim stanie nie mogłam wejść do autobusu, jakim planowałam dostać się do przyjaciółki. O tej porze, co prawda autobusy były puste, ale wolałam nie ryzykować. Wbiegłam do domu mijając po drodze zdziwioną babcię i od razu skierowałam się w stronę łazienki. Szybki prysznic, kredka do oczu i tusz do rzęs, nieco poprawiły mój wygląd, ale pozostały jeszcze włosy. Po 15 min. byłam gotowa.
   Miałam ogromne szczęście, bo akurat kiedy dobiegałam do przystanku, zza rogu ulicy wyłonił się żółty przód autobusu MPK z numerkiem 134, co oznaczało, że jedzie w kierunku domu Karo. Weszłam do autobusu i rozejrzałam się w poszukiwaniu wolnego miejsca siedzącego. Znalezienie takowego nie okazało sie trudne. Zajęłam fotel znajdujący się najbliżej tylnego wyjścia. Jechaliśmy już jakieś 10 min, a była to dopiero połowa drogi. Wydawało mi się, ze minęła godzina, zanim w głośniku usłyszałam: "Następny przystanek: ul.Świerkowa". Na reszcie, pomyślałam. Już mieliśmy odjeżdżać z przystanku, kiedy do autobusu weszło trzech facetów, ubranych na ciemno, z żółtymi odblaskowymi kamizelkami i plakietkami "kontrola biletów". Nie, no super! Z tego wszystkiego nie kupiłam biletu.
- Dzień dobry. Kontrola biletów.
- Nnn....nie mam.
- W takim razie poproszę jakiś dowód tożsamości. Będzie mandacik. - kontroler był wyjątkowo miły. Zrezygnowana poszperałam w portfelu i wyciągnęłam legitymację szkolną.
   Później moje myśli opanowały złe przeczucia. Bałam się cholernie o Karo. Nie wiele brakowało, a musiałabym wracać ponad kilometr, bo zapomniałam, że to już mój przystanek, ale w ostatniej chwili zdążyłam wyskoczyć z pojazdu. Biegłam do mieszkania mojej przyjaciółki wąską uliczką. Po przebyciu jakichś stu metrów skręciłam w prawo, w blokowy prześwit i wbiegłam na podwórko. Zmęczona podeszłam do klatki numer 4 i wystukałam na domofonie numer mieszkania Karo.
- Dzień dobry, tu Eliza. Czy jest Karo?
- Karo? Tutaj? Przecież ona miała u ciebie nocować.
Że...CO?- pomyślałam.
- Wejdź. - posłuchałam mamy Karo. Weszłam na pierwsze piętro, skąd pojechałam windą na piąte. Zapukałam do drzwi mieszkania przyjaciółki.Otworzyła mi pani Małgosia...
- Chodź, chodź. To Karo nie wróciła z tobą z tej zabawy.
- Yyyy....-nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Jak to rozegrać, żeby mama Karo nie połapała sie, co robiłyśmy. - To znaczy podwiozła mnie, a później rozeszłyśmy się ze znajomymi. – taka wersję uznałam za najbezpieczniejszą.
- I gdzie teraz jest?
- O to samo chciałam panią zapytać.
- Nie, nie, nie! Nie mów mi, ze zniknęła. Jak? Przecież...ona...ona...nie mogła! - pani Małgosia wybuchnęła płaczem. Jest bardzo uczuciowa i zawsze wszystkim się przejmuje. Nie to, że ja jestem bezduszna, ale mam większy dystans do wszelkich problemów. Niestety nie objawił się on w przypadku sprawy Karo.
- Proszę nie płakać. - próbowałam ją pocieszać, jednak bezskutecznie – na pewno spotkała kogoś znajomego i u niego śpi. Zaczekajmy do południa. Odezwie się. - wątpiłam w swoje słowa, ale musiałam stwarzać, choćby niewielkie pozory. Mama Karo zdawała się uspokajać, podczas gdy we mnie wszystko się kotłowało.
   Mieszały się wszystkie moje myśli. Te głosy, ta piosenka, ten krzyk, ten...brak Karo, mojej najlepszej przyjaciółki.


4 komentarze: