czwartek, 17 maja 2012

Rozdział pierwszy



Karo zaparkowała przed moim domem około szóstej wieczorem. Impreza zaczynała się dopiero o dziesiątej, ale czekało nas jeszcze parę rzeczy takich jak makijaż, dobranie ciuchów itp. Normalnie wystarczało mi 15 min., ale gorzej było z moją najlepszą przyjaciółką, a poza tym babcia nie uwierzyłaby, że szkolna dyskoteka zaczyna sie tak późno. Nasza impreza oczywiście ze szkołą nie miała nic wspólnego. Po raz kolejny wymykałam się na osiemnastkę jakiegoś gościa z drugiej liceum. Nawet go nie znałam, ale nie miało to wiele do znaczenia, bo wiedziałam, że będzie tam mnóstwo przystojniaków, fajna muzyka, miałam nadzieję na świetną zabawę...
Samochód trąbił juz trzeci raz. Złapałam torbę z podręcznymi rzeczami, kosmetyki, kilka ubrań i wybiegłam na podjazd. Dobrze, że w naszej parterówce nie ma schodów, bo znając moje szczęście i zdolność do przewracania się, na pewno straciłabym kilka zębów, a wtedy nici z imprezy.
- No wreszcie...już myślałam, że się nie zbierzesz!
- Cześć, mi też miło cię widzieć.
- Wzięłaś wszystko?
- Nie, zabrałam tylko torbę pełną książek.-zażartowałam.
- Ale...przecież – Karo już miała łzy w oczach.Zawsze mnie zadziwiała wolnym tempem kojarzenia, ale dzięki temu mogłam ją często nabierać. Na szczęście nigdy się na mnie nie obraża, za co ją bardzo kocham.
- Heeeej! Przecież żartuję. Za nic nie opuściłabym takiej imprezki. Będzie party haaaard!
- Wiesz, że ja cię chyba kiedyś zabiję za te twoje żarty?
- Ja też cię kocham. - obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
Przygotowanie się do wyjścia zajęło mi około 20 min, ale Karo...wzięła prysznic, pokręciła włosy, które po dziesięciu minutach wyprostowała, marudząc przy tym jak strasznie wygląda. Następnie założyła luźną czerwoną sukienkę przed kolano. Wyglądała...jakby to nasi znajomi, jak dziwka. Dlatego też po kilku zerknięciach na swoje odbicie, zrezygnowała z czerwieni. Poszperała w swojej ogromnej garderobie i wyciągnęła czarną koronkową spódnicę. Wydała mi się zadługa jak na gust Karo, ale ona miała już na to sposób. Podciągnęła ją wysoko nad pępek, odkrywajac swoje szczupłe nogi jakich mogłaby jej pozazdrościć nie jedna modelka.
Kiedy wydawało sie, że jesteśmy gotowe, Karo przypomniała sobie, że jej niebieskie paznokcie nie pasują do złotego topu, który dobrała do spódnicy. Kilka minut po dziesiątej byłyśmy ubrane, pomalowane, jednym słowem gotowe do wyjścia. Pożyczyłam od Przyjaciółki ciemno fioletowy żakiet, który świetnie pasował do mojej obcisłej, beżowej sukienki. Zrezygnowałam ze szpilek twierdząc, że i tak nikt nie zauważy, że jestem o 12 centymetrów wyższa, a będę musiała się męczyć.
Dotarłyśmy na miejsce jeszcze zanim zabawa się rozkręciła. Zauważyłam paru znajomych i od razu znalazłyśmy sobie zajęcie. Wśród nich był jeden nieznajomy chłopak. Wysoki szarooki brunet. Umięśniony, z dwudniowym zarostem na szczupłej twarzy, wyglał zarazem na słodkiego chłopaczka i niebezpiecznego mężczyznę, gotowego na wyzwania, jakie stawiają przed nim, widocznie trudne do ujarzmienia, lekko kręcone, geste, rozczochrane włosy. Podeszłam do niego, chcąc spróbować nawiązać jakąś rozmowę. Spóźniłam się, bo to on zdecydował się zrobić pierwszy krok.
- Hej! Czy my się nie znamy?
- Może...- miał tak znajomą twarz, ale to niemożliwe, żebym go kiedyś widziała, na pewno. Zapamiętałabym.
- Mam wrażenie, jakbym Cię już kiedyś spotkał. Ale to chyba niemożliwe, bo od kilku lat mieszkam pod Gdańskiem.
- No, to chyba jednak nie, ale ja też Cię skądś kojarzę...byłeś może kiedyś na jakimś festiwalu muzycznym?
- Nie, raczej nie chodzę na tego typu koncerty,ale...melodia twojego głosu na pewno to zmieni. - kiedy to mówił na jego twarzy pojawił się zadziorny uśmieszek.
Mimo, że powoli okazywał się kolejnym flirciarzem, podobało mi się. Z lekkim uśmiechem powoli zbliżałam się do niego, starając się jednak przy tym zachować resztki pewności siebie i pozory normalności. Staliśmy tak koło siebie, wpatrzeni w siebie jak w kolorowe obrazki, kiedy nieznajomy powoli podszedł do mnie, przysunął swoją twarz do mojej...pocałuje mnie, pomyślałam, ale on skierował się nagle w lewą stronę, przytknął usta do mojego ucha i szepnął: "Za dziesięć minut w kuchni. Będę czekał." A odchodząc delikatnie musnął wargą czubek ucha, co spowodowało, że natychmiast sparaliżował mnie dreszcz ekscytacji. Kiedy jednak chłopak odszedł, uświadomiłam sobie o co mu chodziło. O nie! Nie jestem taka łatwa.
Kiedy odzyskałam panowanie nad sobą, rozejrzałam sie, czy sobie poszedł. Uff...nie było go.
Zdecydowałam się odnaleźć Karo, jednak ona jest tym typem osoby, po której nigdy nie mozna się niczego spodziewać. Skierowałam sie w stronę dużego pokoju, gdzie zauważyłam stoliki z napojami i jedzeniem. Tam mogła być. Kiedy tylko weszłam do ogromnego pomieszczenia opanował mnie tłum ludzi tańczących do jakiegoś kawałka Davida Guetty, którego tytułu za nic nie mogłam sobie przypomnieć. Próbując sie wydostać z oszlałego stada nietrzeźwych, zaczęłam przepychać się w stronę barku. Dwie, trzy minuty i wreszcie zauważyłam przyjaciółkę, a przynajmniej tak mi się zdawało...niestety tylko zdawało. Nie miałam pojęcia, gdzie jeszcze mogę jej szukać. Poddałam się.
Impreza dopiero się rozkrecała, a ja już byłam padnięta. Potrzebowałam chwili ciszy. Stwierdziłam, że świetnym miejscem na odpoczynek będzie kuchnia. Większość gości była w salonie, a pozostali stali w kolejce do łazienki. Jedyne, co mogłoby ich skłonić do pujścia w tamto miejsce to głud, ale komu chciałoby się robić kanapki, skoro w pokoju gościnnym było ich mnóstwo. Ruszyłam w tamtą stronę, przeciskając się przez podekscytowany tłum. Minęłam po drodze kilka obściskujących się par. Tylko jedna z nich zwróciła na mnie uwagę. Chłopak rzucił spojrzenie w stylu "zazdrościsz", a dziewczyna zrobiła minę, jakby chciała pożreć mnie wzrokiem, za to, że im przeszkodziłam, po czym wrócili do swoich...hm, spraw. Szłam dalej, długim korytarzem. Minęłam drzwi do łazienki i dość pewnym krokiem weszłam do kuchni, ale od razu tego pożałowałam. Przez to zamieszanie z Karo zapomniałam, że nieznajomy, którego spotkałam wcześniej chciał się ze mną spotkac właśnie w kuchni i niestety był tam. Chciałam się wycofać, ale chłopak już mnie zauważył. Mimo, że siedział na szafce po drugiej stronie pomieszczenia, zadziwiająco szybko znalazł się koło mnie. Złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
- Hej...gdzie uciekasz?
- Odczep się ode mnie, nie mam ochoty gadać z nieznajomym, który chce się spotykać w kuchni! - na szybko udało mi się wymyślić tak głupią wymówkę, że chłopak roześmiał się jakby zobaczył Obamę w stroju baletnicy tańczącego I'm sexy and I know it, albo coś w tym rodzaju.
- Jak to, nie pamiętasz mnie, czerwony strażniku? - no tak, myśli, że kilka zdań zamienionych dziesięć minut temu oznacza, że się znamy, ale... Zaraz, zaraz...skąd...on...zna...moje...przezwisko z dzieciństwa???
- Chwileczkę, co ty powiedziałeś?
- Naprawdę mnie nie pamiętasz?
- No jakoś nie bardzo! - skłamałam, przypominał mi takiego jednego kolegę...przyjaciela z dzieciństwa, ale tylko rysami twarzy. Piotrek był niski, gruby. Zawsze był niebieskim strażnikiem (wiecie, Power Rangers – kiedyś kochałam ten serial). To nie mógł być on. Tym bardziej, że kiedy miałam sześć lat,przeprowadzili sie do Gdańska.
- Zaraz zniszczę Cię moją mocą wody! Broń się! - krzyknął i przygotował się do "ataku".
- Piotrek? No nie, nie wierzę! To ty?
- A co myślałaś? Że tylko ty wypiękniałaś?
- Jak ja za tobą tęskniłam! - rzuciłam mu się w ramiona, a on mocno przycisnął mnie do swojej twardej umięśnionej piersi i pocałował w czoło, jak starszy brat. Był taki opiekuńczy. Dwa lata to może nie duża różnica, ale on zawsze był taki dojrzały, to znaczy nie kiedy lataliśmy po podwórku z drewnianymi mieczami.
Po kilku chwilach odsunęłam się lekko od niego, żeby widzieć jego twarz. Zwrócił na mnie swoje szare oczy w tej chwili mieniące się w świetle energooszczędnej żarówki. Jego kochane spojrzenie mówiło mi wszystko. Byliśmy tylko przyjaciółmi, ale teraz status naszego związku nie miał znaczenia. Piotrek schylił lekko głowę i wciąż trzymając mnie w talii przyciągnął do siebie i lekko pocałował. Zamknęłam oczy i utonęłam w słodkim smaku jego ust.  

Mój pierwszy rozdział...mam nadzieję, że się spodoba ;D Dziękuję za te pierwsze opinie. Są one dla mnie bardzo ważne, tym bardziej, że dopiero zaczynam swoją przygodę z blogowaniem :)) 
Oczywiście pozdrawiam wszystkich czytających i moje kochane Przyjaciółki ;D ♥

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz